22 marca 2025

God Dethroned – The Judas Paradox [2024]

God Dethroned - The Judas Paradox recenzja reviewWydawać by się mogło, że po ponad trzydziestu latach w biznesie (w tym jako wydawca) i stosie nagranych albumów Henri Sattler ma dość wiedzy i doświadczenia, by uniknąć pewnych błędów… A tu proszę: z najdłuższego, najsłabszego i najmniej reprezentatywnego kawałka uczynił numer tytułowy, wrzucił go na początek płyty i w dużej mierze właśnie na nim oparł jej promocję. Rozumiem, że należy to traktować jako kolejną niezbyt wyszukaną formę wyjścia do ludzi-normików, bo dla wieloletnich fanów God Dethroned — a już zwłaszcza tych, którzy byli zawiedzeni zbyt stonowanym „Illuminati” — taka zagrywka to trochę jak strzał w pysk.

Jak się okazało, warto było przymknąć oko na tę zniewagę, bo całościowo The Judas Paradox kopie zdecydowanie bardziej, niż poprzedni krążek, a takie „Hubris Anorexia”, „Rat Kingdom” czy „The Hanged Man” to prawdziwe petardy. Może to mieć związek ze sporymi — chyba nawet większymi niż kiedykolwiek — wpływami black metalu spod znaku Dark Funeral czy Ragnarok, co doskonale słychać w wielu riffach i pracy perkusji. Holendrzy oczywiście w żaden sposób nie przewartościowali swojego grania (ani też nie spróbowali pójść z nim do przodu), bo nie brakuje tu ani charakterystycznych melodii, ani pewnego pierwiastka epickości, ale momentami bywa naprawdę gęsto i zadziornie. Problem tylko w tym, że nowe utwory nie zachwycają wyrazistością i nie mają takiego potencjału, by stać się ponadczasowymi hitami.

Pomimo dość wysokiego poziomu większości kompozycji i dobrej „słuchalności”, The Judas Paradox w niektórych fragmentach nieco się rozmywa, brakuje mu jasno określonego kierunku, a przez to nie sprawia takiej radochy, jak powinien. Winiłbym za to powrzucane tu i ówdzie elementy „pod ludzi”, jak chociażby zbyt ładne solówki (na szczęście nie wszystkie) czy riffy a’la Amon Amarth (ten w połowie „Asmodeus” jest wyjątkowo nie na miejscu). Nie bez znaczenia jest również to, że muzycy God Dethroned nie proponują tu niczego, czego byśmy już w ich wydaniu nie znali w takiej czy innej konfiguracji. W rezultacie materiał jest w jakimś stopniu przewidywalny i szablonowy.

Produkcja The Judas Paradox nie budzi większych zastrzeżeń: gitary brzmią odpowiednio masywnie i mięsiście, perkusja ma sporo przestrzeni, nawet bas jest cały czas dostępny na wyciągnięcie ucha. Byłoby jednak lepiej, gdyby producent płyty (niejaki pan Sattler…) z wyczuciem podszedł do wokali, bo te są mocno wyeksponowane i często górują nad instrumentami. Miało być agresywnie i diabelsko, a wyszło zwyczajnie za głośno.

Dwunasta płyta… dużo jak na zespół, który dwa razy się rozpadał. Ktoś mógłby powiedzieć, że zbyt dużo i pewnie miałby rację. Zwłaszcza że God Dethroned ostatnimi czasy mają problem z wspięciem się na wyżyny, a kolejne krążki nie wzbudzają takiego entuzjazmu, jak jeszcze 15 lat temu. U mnie sympatii i sentymentu starczyło na 7.


ocena: 7/10
demo
oficjalny profil Facebook: www.facebook.com/goddethronedofficial

inne płyty tego wykonawcy:




Udostępnij:

2 komentarze:

  1. Bardzo, ale to bardzo kochałem ten zespół. Kiedyś. Właściwie to do momentu wydania "The sign of the iron cross" byli w ścisłym czubie moich najlepszych kapel. Nomen omen - wspomniana płyta była i jest w trójce moich "naj" od nich. Niestety, po powrocie na scenę w 2017 roku każda kolejna płyta GD jest dla mnie mniejszym, bądź większym zawodem. Kapela przestała gnać do przodu, wyraźnie zwolniła. Coraz więcej tu podniosłych, epickich i przesadnie melodyjnych zagrywek. Oczywiście, takie momenty zawsze towarzyszyły tej kapeli. Tyle tylko, że było to zawsze zachowane w odpowiednich proporcjach. Znaczy się, że przeważała młócka, a zwolnienia i melodyjki były subtelnie wplatane w niektóre utwory. Od kilku płyt te proporcje zostały niemalże odwrócone. Napierdalanka stanowi obecnie niewielki fragment albumu. Najgorsze jest jeszcze to, że słuchając kilku rozmów z Henrim, cały czas słyszę, że rozmówcy utwierdzają go w przekonaniu, że te najwolniejsze i najbardziej rozmemłane kawałki są najlepsze na płycie. Słysząc to, Sattler dochodzi zapewne do przekonania, że droga, którą obrała obecnie jego kapela, jest słuszna. Cóż. Jego sprawa, ale mnie to razi i kapela w moim prywatnym rankingu spadła z czołówki ekstraklasy do drugiej ligi. Pewnie. Ja wiem, że wiek robi już swoje i ściganie się Holendrzy zostawili już innym, ale może to znak, że czas już zejść ze sceny...? Odnośnie recenzji - całkowicie się z nią zgadzam. Od A do Z. Może i ostatni wypust jest nieco lepszy od kilku ostatnich, ale nie zmienia to faktu, że to wciąż typowa średniawka. "Problem tylko w tym, że nowe utwory nie zachwycają wyrazistością i nie mają takiego potencjału, by stać się ponadczasowymi hitami". Właśnie w tym rzecz. Słuchając tej płyty szukałem choćby jednego kawałka, do którego po zakończeniu płyty chętnie bym wrócił. Nie znalazłem. To o czymś świadczy chyba.... Szkoda mi kalać ten zespół, bo jak wspomniałem, do 2010 roku słuchałem jego płyt namiętnie. Najwidoczniej jednak trzeba się przyzwyczaić, że czas tej kapeli minął.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam baaardzo podobnie, od 1999 do 2010 byłem bardzo zjarany GD (z wyjątkiem "The Toxic Touch") i odpalałem ich regularnie, zwłaszcza w na początku lat dwutysięcznych. Później wyraźnie to siadło, ale nawet "The World Ablaze", choć słabszy od poprzednich, miał takie numery jak "Escape Across the Ice" czy "Annihilation Crusade", które można podciągnąć pod hity, a na żywo chodziły bardzo ładnie. Przy okazji promocji "Illuminati" gadałem chwilę z Pomperem i on był przekonany, że dopiero teraz będzie przełom, popularność i grube trasy... Gdyby nie nagrali dwóch ostatnich, to nic by się w moim życiu nie zmieniło. A tak jadę na sentymencie.

      Usuń